witamina D

Objawy, wątpliwości, obawy. Miejsce do podzielenia się z innymi swoimi doświadczeniami i przeżyciami.

Moderatorzy: Administrator, Stop Depresji

witamina D

Postprzez radość życia » 17 listopada 2012, 20:14

Kochani,

postanowiłam podzielić się swoją historią, byście zobaczyli, że nie jesteście sami i zmotywować Was do wzięcia spraw swojego zdrowia i życia w swoje ręce. Ale po kolei.

Jestem nauczycielem, terapeutą, a także kobietą po czterdziestce, samotną matką dwóch cudownych, obecnie już nastoletnich dziewczynek. Od kiedy istnieję, cieszę się życiem, każdą jego chwilą, każdym najmniejszym nawet przejawem piękna, każdym spotkanym człowiekiem i każdym drobiazgiem, który mogę dla kogoś zrobić, by pomóc w potrzebie. A od kilkunastu lat największą radością mojego życia jest obserwowanie i zapewnianie rozwoju moich córeczek.

Niestety, od kilku lat to ostatnie zadanie stawało się dla mnie z każdym dniem coraz bardziej nierealne. Dlaczego? Jak zapewne się domyślacie, rozwój dzieci wymaga sporych nakładów finansowych. Przeważnie dbają o to dwie dorosłe osoby, czyli rodzice. W wypadku samotnej matki to suma zarobków i alimentów stanowi o możliwościach zaspokajania potrzeb rodziny. Wysokość alimentów otrzymywanych przeze mnie zmuszała mnie do pracy 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Dziadkowie w innych miastach, tatuś obecny w sobotę lub niedzielę po kilka godzin. A pieniędzy mniej i mniej z każdym rokiem. Żeby zapewnić podstawowy byt nam trzem nie spałam, nie jadłam, pracowałam i wychowywałam, przez wiele lat czerpiąc z zasobów energii miłości do dzieci i życia, których nikt nie potrafił w racjonalny sposób wyjaśnić. Ale wszystko prędzej czy później ma swój kres. Moje siły witalne po latach eksploatacji się wyczerpały.

Pojawiły się symptomy stwardnienia rozsianego, objawy niewydolności organizmu, brak koncentracji, niezdolność do podjęcia decyzji, czy chcę herbatę czy kawę, brak zrozumienia tekstu czytanego, brak zrozumienia prostych instrukcji, czy to ustnych czy pisemnych. Jednym słowem - warzywo. Diagnozowano mnie kardiologicznie, neurologicznie, doszukiwano się boreliozy, miastenii, chorób onkologicznych. I nic. Diagnoza zerowa, tzn pozytywna. A ja bez sił do życia. Szukałam więc pomocy w metodach paramedycznych, alternatywnych, terapiach naturalnych, itp. I dalej nic. Jasnowidze, media, bioenergoterapeuci. I nic. Wszystko dawało skutki na chwilę, po czym następowała kolejna zapaść.

Dzieci z każdym miesiącem większe, a matka z każdą chwilą coraz bardziej nieobecna. Mimo silnej woli życia i bycia oparciem dla moich córek, widziałam siebie już w trumnie. Doszło do tego, że zaczęłam się zastanawiać nad spisaniem ostatniej woli. Nie dotyczącej majątku, bo takiego nie posiadam, ale przyszłości dziewczynek. Jednak się nie poddawałam. Nie wierzyłam w to, że nie można znaleźć sposobu poprawy mojego stanu.

Aż wreszcie natknęłam się na "zwykłego" internistę. Kobietę-Anioła. I ten moment jest punktem zwrotnym w moim życiu. Lekarka zleciła badanie krwi pod bardzo wieloma kątami, nie tylko OB i morfologię, jak to robi 99% przeciętnych lekarzyków. Dwa miesiące temu odebrałam wyniki, a ich interpretacja i zalecenia terapeutyczne już przyniosły niesłychane skutki. Ciekawi jesteście pewnie, co się okazało. Już mówię.

Okazało się, że mój organizm - wyczerpany niedożywieniem, przepracowaniem i stresem - wpadł w hipoglikemię, która - nieleczona - prowadzi do śpiączki i obumierania rozległych obszarów mózgu, a w efekcie do zgonu. By to stwierdzić, wystarczyło takie proste badanie, jak test na poziom cukru we krwi po obciążeniu glukozą. Banalne! Drugi element diagnozy to... nie uwierzycie: porażająco niski poziom witaminy D, który daje zawroty głowy oraz prowadzi do... DEPRESJI, a w skrajnych przypadkach do zgonu.

Na chwilę obecną moja terapia składa się z diety niskoglikemicznej i tabletek z witaminą D. Tylko tyle! A moje życie zatoczyło 180 stopni. Wróciłam do żywych. JESTEM. I mogę się cieszyć tym, że znów mogę chodzić na wywiadówki do szkoły, że mam siłę zapleść młodszej córce warkoczyk, i że to ja jestem dla nich oparciem, a nie one moimi pielęgniarkami.

Do tej pory nie jestem w stanie się otrząsnąć z prostoty diagnozy i terapii oraz faktu, że od 7 lat cierpiałam przez niekompetencje konowałów, którzy nie potrafią człowieka traktować jak człowieka, tylko jak zespół chorobowy wpisujący się w zakres ich "kompetencji", a raczej niekompetencji... Czy to, co zrobiła moja pani Anioł-Doktor, to są jakieś wydumane sposoby diagnozowania? Czy trzeba 7 fakultetów medycznych, żeby zlecić kompleksowe badanie krwi oraz umieć powiązać fakt braku sił witalnych i ogólnego osłabienia stanu psychofizycznego z konkretnymi zjawiskami chorobowymi??? Chyba tego właśnie uczą na 6letnim uniwersytecie medycznym? Niestety, od większości "specjalistów" słyszałam świetne rady od serca typu: Mniej pracy, mniej stresu i będzie Pani znów zdrowa. Tylko nie słyszeli, kiedy mówiłam, że przez rok w ogóle nie pracowałam, bo nie byłam w stanie, ale to nie przyniosło oczekiwanej przez nich poprawy. No i żaden z nich nie wysunął propozycji sponsorowania naszego utrzymania w wypadku, gdybym postanowiła być posłuszna i pracować mniej...

Podsumowując, chcę powiedzieć, że wielu depresjom można zaradzić poprzez wizyty u psychoterapeutów, ale jeszcze więcej z nich może być wyleczona poprzez uregulowanie trybu życia, zdrowe odżywianie, odpowiednią ilość snu, ćwiczenia fizyczne i ... witaminę D!!! Mój apel na zakończenie: nie dajcie się wrabiać w psychotropy, tak jak mnie usiłowano przekonać, że jestem znerwicowana i nic mi nie pomoże, tylko Prozac. Dochodźcie swego u lekarzy, proście o dogłębną diagnozę organizmu, a jak pokazuje mój przypadek - z pozoru nieuleczalny - najprostsze rozwiązania potrafią przynieść nieoczekiwane skutki.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę Aniołów na Waszej drodze.
radość życia
 

Re: witamina D

Postprzez dorota » 26 listopada 2012, 10:34

Witam
Jestem w takiej sytuacji jak Pani, Choruję rok czasu: różne leki antydepresanty, psychotropowe i poprawa tylko na tyle, że jestem w stanie pracować- ale z ogronym trudem. Pani tekst daje mi jeszcze jedną nadzieję, chociaz tej już mi tak bardzo brakuje.Prosze o jakąś fomę wswparcia.Z góry dziekuje i pozdrawiam
Dorota
dorota
 

Re: witamina D

Postprzez Anulka » 18 marca 2013, 16:19

radość życia napisał(a):
> Kochani,
>
> postanowiłam podzielić się swoją historią, byście zobaczyli, że nie
> jesteście sami i zmotywować Was do wzięcia spraw swojego zdrowia i życia w
> swoje ręce. Ale po kolei.
>
> Jestem nauczycielem, terapeutą, a także kobietą po czterdziestce, samotną
> matką dwóch cudownych, obecnie już nastoletnich dziewczynek. Od kiedy
> istnieję, cieszę się życiem, każdą jego chwilą, każdym najmniejszym nawet
> przejawem piękna, każdym spotkanym człowiekiem i każdym drobiazgiem, który
> mogę dla kogoś zrobić, by pomóc w potrzebie. A od kilkunastu lat największą
> radością mojego życia jest obserwowanie i zapewnianie rozwoju moich
> córeczek.
>
> Niestety, od kilku lat to ostatnie zadanie stawało się dla mnie z każdym
> dniem coraz bardziej nierealne. Dlaczego? Jak zapewne się domyślacie,
> rozwój dzieci wymaga sporych nakładów finansowych. Przeważnie dbają o to
> dwie dorosłe osoby, czyli rodzice. W wypadku samotnej matki to suma
> zarobków i alimentów stanowi o możliwościach zaspokajania potrzeb rodziny.
> Wysokość alimentów otrzymywanych przeze mnie zmuszała mnie do pracy 7 dni w
> tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Dziadkowie w innych miastach,
> tatuś obecny w sobotę lub niedzielę po kilka godzin. A pieniędzy mniej i
> mniej z każdym rokiem. Żeby zapewnić podstawowy byt nam trzem nie spałam,
> nie jadłam, pracowałam i wychowywałam, przez wiele lat czerpiąc z zasobów
> energii miłości do dzieci i życia, których nikt nie potrafił w racjonalny
> sposób wyjaśnić. Ale wszystko prędzej czy później ma swój kres. Moje siły
> witalne po latach eksploatacji się wyczerpały.
>
> Pojawiły się symptomy stwardnienia rozsianego, objawy niewydolności
> organizmu, brak koncentracji, niezdolność do podjęcia decyzji, czy chcę
> herbatę czy kawę, brak zrozumienia tekstu czytanego, brak zrozumienia
> prostych instrukcji, czy to ustnych czy pisemnych. Jednym słowem - warzywo.
> Diagnozowano mnie kardiologicznie, neurologicznie, doszukiwano się
> boreliozy, miastenii, chorób onkologicznych. I nic. Diagnoza zerowa, tzn
> pozytywna. A ja bez sił do życia. Szukałam więc pomocy w metodach
> paramedycznych, alternatywnych, terapiach naturalnych, itp. I dalej nic.
> Jasnowidze, media, bioenergoterapeuci. I nic. Wszystko dawało skutki na
> chwilę, po czym następowała kolejna zapaść.
>
> Dzieci z każdym miesiącem większe, a matka z każdą chwilą coraz bardziej
> nieobecna. Mimo silnej woli życia i bycia oparciem dla moich córek,
> widziałam siebie już w trumnie. Doszło do tego, że zaczęłam się zastanawiać
> nad spisaniem ostatniej woli. Nie dotyczącej majątku, bo takiego nie
> posiadam, ale przyszłości dziewczynek. Jednak się nie poddawałam. Nie
> wierzyłam w to, że nie można znaleźć sposobu poprawy mojego stanu.
>
> Aż wreszcie natknęłam się na "zwykłego" internistę.
> Kobietę-Anioła. I ten moment jest punktem zwrotnym w moim życiu. Lekarka
> zleciła badanie krwi pod bardzo wieloma kątami, nie tylko OB i morfologię,
> jak to robi 99% przeciętnych lekarzyków. Dwa miesiące temu odebrałam
> wyniki, a ich interpretacja i zalecenia terapeutyczne już przyniosły
> niesłychane skutki. Ciekawi jesteście pewnie, co się okazało. Już mówię.
>
> Okazało się, że mój organizm - wyczerpany niedożywieniem, przepracowaniem i
> stresem - wpadł w hipoglikemię, która - nieleczona - prowadzi do śpiączki i
> obumierania rozległych obszarów mózgu, a w efekcie do zgonu. By to
> stwierdzić, wystarczyło takie proste badanie, jak test na poziom cukru we
> krwi po obciążeniu glukozą. Banalne! Drugi element diagnozy to... nie
> uwierzycie: porażająco niski poziom witaminy D, który daje zawroty głowy
> oraz prowadzi do... DEPRESJI, a w skrajnych przypadkach do zgonu.
>
> Na chwilę obecną moja terapia składa się z diety niskoglikemicznej i
> tabletek z witaminą D. Tylko tyle! A moje życie zatoczyło 180 stopni.
> Wróciłam do żywych. JESTEM. I mogę się cieszyć tym, że znów mogę chodzić na
> wywiadówki do szkoły, że mam siłę zapleść młodszej córce warkoczyk, i że to
> ja jestem dla nich oparciem, a nie one moimi pielęgniarkami.
>
> Do tej pory nie jestem w stanie się otrząsnąć z prostoty diagnozy i terapii
> oraz faktu, że od 7 lat cierpiałam przez niekompetencje konowałów, którzy
> nie potrafią człowieka traktować jak człowieka, tylko jak zespół chorobowy
> wpisujący się w zakres ich "kompetencji", a raczej
> niekompetencji... Czy to, co zrobiła moja pani Anioł-Doktor, to są jakieś
> wydumane sposoby diagnozowania? Czy trzeba 7 fakultetów medycznych, żeby
> zlecić kompleksowe badanie krwi oraz umieć powiązać fakt braku sił
> witalnych i ogólnego osłabienia stanu psychofizycznego z konkretnymi
> zjawiskami chorobowymi??? Chyba tego właśnie uczą na 6letnim uniwersytecie
> medycznym? Niestety, od większości "specjalistów" słyszałam
> świetne rady od serca typu: Mniej pracy, mniej stresu i będzie Pani znów
> zdrowa. Tylko nie słyszeli, kiedy mówiłam, że przez rok w ogóle nie
> pracowałam, bo nie byłam w stanie, ale to nie przyniosło oczekiwanej przez
> nich poprawy. No i żaden z nich nie wysunął propozycji sponsorowania
> naszego utrzymania w wypadku, gdybym postanowiła być posłuszna i pracować
> mniej...
>
> Podsumowując, chcę powiedzieć, że wielu depresjom można zaradzić poprzez
> wizyty u psychoterapeutów, ale jeszcze więcej z nich może być wyleczona
> poprzez uregulowanie trybu życia, zdrowe odżywianie, odpowiednią ilość snu,
> ćwiczenia fizyczne i ... witaminę D!!! Mój apel na zakończenie: nie dajcie
> się wrabiać w psychotropy, tak jak mnie usiłowano przekonać, że jestem
> znerwicowana i nic mi nie pomoże, tylko Prozac. Dochodźcie swego u lekarzy,
> proście o dogłębną diagnozę organizmu, a jak pokazuje mój przypadek - z
> pozoru nieuleczalny - najprostsze rozwiązania potrafią przynieść
> nieoczekiwane skutki.
>
> Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę Aniołów na Waszej drodze.

Mam wielką prośbę do Pani. Czy mogłaby Pani dać namiary do tej wspaniałej Pani doktor, która uratowała Panią. Bardzo, bardzo proszę. Mój mail: annie02@onet.eu Mam nadzieję, że odpowie mi Pani :(
Anulka
 


Powrót do Depresja ogólnie



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron