Rok 2011

Komentarze archiwalne umieszczone na stronie leczdepresje.pl

2011-10-24 22:08:51

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:18

samotność? przestałam mieć nadzieję na to, że stanę się dla kogos ważna, chyba na to nie zasługuję, Nie jestem warta kogokolwiek, po co miałby ktoś spędzać czas z kimś tak nudnym skoro wokół kręci sie tyle fajnych, zabawnych ludzi. Nawet własny brat ma mnie za nic, zapewne zdarza mu się zapominać, ze istnieję. wszystko mnie męczy, nic nie cieszy. praktycznie co sobotę jak wracam do domu oglądam zdjęcia rodzinne i współczuję swojej mjatce, ze mnie urodziła.
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-10-25 00:49:06 (Depresja - pojęcie geograficzne)

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:18

Uważam, że życie jest bezsensowne i męczące, więc co za różnica czy się umrze teraz czy za 50 lat? Choć mi zostało pewnie góra 30 lat przy moim trybie życia, a mam dwadzieścia kilka. Depresję może i można wyleczyć, ale wątpię czy moje uspośledzenie społeczne też. Idę spać, wystarczy mi googlowania bzdur na dziś.
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-10-25 09:21:16 (kl2)

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:18

To prawda ze zycie jest meczace ale tylko w chwilach gdy chorujemy,potem zaczyna nabierac barw,i mimo problemow,zabiegania czlowiek czuje sie szczesliwy(ja to pamietam wszystko jak sie fajnie czulam zanim zachorowalam)i mam zamiar wyzdrowiec,wsuwam te proszki,staram sie myslec o tym ze wyzdrowieje i tak trwam.I tak widze u siebie duza poprawe.Jak czytam,wczesniejsze wpisy to mi sie przypomina poczatek tej cudnej choroby. niestety nie da sie inaczej na poczatku myslec jak tylko czuc sie bezwartosciowym ,nic nie znaczacym czlowieczkiem,niekochanym,beznadziejnym i ponurym--ale!!!-to wplyw depreji powoduje taki tok myslenia ,sama sie o tym przekonalam.
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-10-26 14:34:23

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:18

Przypadkiem dotarłam na tę stronę i widze,że większość wypowiedzi przypomina moją sytuację.Leczę sie na depresję od kilku lat-teraz już nie wiem czy to typowa depresja,czy subdepresja.Moje dolegliwości to częste bóle brzucha,kolatanie serca,strach przed wyjściem z domu (odładam to czasem z godziny na godzinę,jeżeli sprawa nie jest pilna i nieodwołalna),bóle kregoslupa i mięśni w okolicach barku,lęki,zwłaszcza po przebudzeniu.Ranki są najgorsze,ogólna beznadzieja.Po południu i wieczorem jest trochę lepiej,jednak trudno mi zrealizować plany,które wieczorem stawiam przed soba-często to drobne sprawy: pójście na zakupy,zajęcie sie swoim hobby,zrobienie czegos co kiedys dawało mi satysfakcję.Zawsze byłam osobą pogodną,pełną humoru i optymizmu.Przez otoczenie w dalszym ciągu jestem tak postrzegana,gdyż poza domem,w otoczeniu ludzi,nikt nie przypuszcza,że mogę mieć problemy depresyjne-zresztą wtedy prawie nigdy ich nie odczuwam.Latem zawsze jest troche lepiej,ale jesień i zima to masakra.Biorę od prawie 1,5 roku Coaxil z różnym skutkiem.Taki stan to delikatnie mówiąc dyskomfort.
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-11-06 16:33:40 (Dorota Juszczyk)

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:19

Witam. Przypadkowo trafiłam na to forum, uświadomiłam sobie jak wile osób cierpi z podobnego powodu co ja. Stan w jakim sie obecnie znajduję dotknął mnie 2 tygodnie temu. W przeszłości miewałam problemy, ale bardziej przypisałabym je nerwicy lękowej-róznie się to ojawiało, ale za zwyczaj pomagała tabletka na uspokojenie. Mam 41 lat, wspaniałą rodzinę, dwuch dorosłych synów(samodzielnych) 12 letnią córkę i niespełna 4 miesięczną córkę. Nie wiem skąd wziął sie początek tego co mogłoby spowodować obecny stan... Z pewnością stres związany z zagrażającą do samego końca ciążą, nastepnie w krótkim odstepie czasu potworne ataki bólu z niewiadomego powodu-jak sie okazało woreczek żółciowy do usunięcia. 3 tygodnie temu usunełam woreczek , nie powiem napewno była to tez dla mnie sytuacja stresująca. Zabieg przebiegł pomyślnie,po 2 dobach wyszłam do domu. Mniej więcej 2 tygodnie temu wpadłam właśnie w twki stan z którego nie mogę się pozbierać... Najgorszy jest ból związany z bezsilnościa która nie pozwala mi normalnie funkcjonowac przy maleńkiej. Dzwoniłam do psychiatrów, nikt nie chciał mnie przyjąć...(smutne) ,az natrafiłam na doktora z pobliskiej miejscowości, który mi tej pomocy nie odmówił. Pojechalismy w piątek prywatnie...doktor na podstawie kilkunastu pytan i obserwacji stanu w jakim jestem stwierdził że mam depresje i konieczne bedzie leczenie farmakologiczne. Umówiona jestem na poniedziałek , doktor ma dobrac mi leki... Wszystko było by dobrze , ale dlaczego wydaje mi się ,że ten stan w jakim obecnie jestem nigdy nie przeminie. Do tego te ogromne poczucie bezśliności, że nie mogę normalnie jak dotychczas zajmowac się córeczkami. I te w związku z tym ogromne wyrzuty sumienia... Czy ten stan naprawde minie? Czy bedzie lepiej? Pozdraiwm Wszystkich. DOROTA.
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-11-08 14:17:17 (Nina )

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:19

Nie bardzo wiem od czego zacząć, może od tego, że czytając informacje na stronie Centrum Itaka doznałam szoku. Dotarło do mnie jak polska służba zdrowia fenomenalnie funkcjonuję. Od 5 lat żaden ze specjalistów do których trafiłam, nie zorientował się, że leczyć należy nie ciało, a głowę!!! Czytając o depresji miałam wrażenie jakbym widziała każdy swój dzień od początku do końca... Nie wiem czy to tylko depresja, czy jeszcze coś innego ale wiem, że każdego dnia mi ciężko i źle, że każdy dzień jest piekłem jakiego większość ludzi nie jest sobie w stanie wyobrazić. Oczywiście moja choroba, lęki przed wychodzeniem z domu i ciągłe zdołowanie niczego nie ułatwiają. Do tego nakładają się jeszcze objawy somatyczne, dreszcze, bóle brzucha i szybsze bicie serca. Czasami mam tak chwiejny nastrój że sama siebie zaskakuję. trwa to już z 3 miesiące i nasila się coraz bardziej. Czasami jest tak źle, że nie mam siły i ochoty z łóżka się podnieść, nie mam siły a już na pewno ochoty wychodzić z domu, nie mam pracy i mam wrażenie że sięgnęłam dna. Czasami żałuję tego że żyję bo nic nie osiągnęłam i tak naprawdę nic już nie osiągnę. Moje otoczenie mnie nie rozumie i chyba nawet nie dostrzega jaką bitwę codziennie toczę w głowie... Może to i lepiej... Proste najprostsze rzeczy mnie przerastają i nie radze sobie, co ciężko zaakceptować. Jak pewnie łatwo się domyśleć u mnie to tak daleko zaszło, że nie ma mowy o tym bym miała normalną pracę co dodatkowo potęguje przekonanie, że wszyscy są lepsi ode mnie! To błędne koło z którego nie umiem wybrnąć, nie leczę się bo nie mam jak i za co i z tego co czytałam to i tak nie ma gwarancji sukcesu... A po tylu latach cudownych kuracji i badań przestałam wierzyć w to, że istnieją jeszcze prawdziwi specjaliści. Miałam wcześniej drobne epizody ale po raz pierwszy przybrały one taki poziom i wymiar. Każdego dnia modlę się o to by odzyskać siebie i swoje życie jaki widać bez większego powodzenia jak widać... Naprawdę ciężko jest żyć jak każdy dzień gorszy od poprzedniego! Najbardziej żałuję, że o moich problemach wie mój narzeczony, bo boli go cała ta sytuacja jeszcze bardziej niż mnie. Nie sądzę też by umiał mnie zrozumieć... Nie wiem czy będziemy mogli być razem, bo chyba nie mam prawa obarczać nikogo takim piekłem i boje się, że pociągnę go za sobą. Kompletnie też nie widzę naszej przyszłości... Wiem, że jeśli ja sam sobie nie pomogę to nikt nie zdoła mi pomóc... najgorsza jest bezsilność i to że nie wiem jak to zrobić !!!
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-11-08 21:24:27 (Natalia)

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:19

Dawno tu nie pisałam. Ogólnie mam za dużo czasu i nie wiem jak go zagospodarować. Chciałabym żyć, ale z drugiej strony nie mam siły. Moje problemy ze sobą ukrywam i udaje, że żyje aby uniknąć zbędnych pytań rodziny. Od nowego roku będę miała staż na 100%, ale nie wiem czy sobie poradzę. Moja praca będzie polegała na kontakcie z klientem, rejestrowaniu i dokonaniu wplat po czym zliczając wszystkie składki. W stresie nie myślę. Co będzie jak bede musiała wydać resztę klientowi, który wpłacił jakąś składkę?! Przecież ja będę na kalkulatorze "obliczać" takie wpłaty np. 68,00 - 67,45. To będzie żałosne i nie profesjonalnie, a w stresie boje się, że coś źle zrobię. Wole już byc uważana za tumana niż coś zepsuć. Nie wiem jak sobie poradzę, coraz więcej słow zapominam, zawieszam się,a najgorsze jest to, że nie pamietam co wczoraj robiłam mimo iż mam monotonne zycie i za duzo się w nim nie dzieje. Jeszcze ta moja niska samoocena... jak ja się zaprezentuje.. nie mam ładnych profesjonalnych rzeczy..jestem za gruba. Najgorsze jest to że raz się widzę szczupła a raz grubą. Wiem ze jestem gruba ale czasami widze sie nie co szczuplejsza taka jaka keidys bylam noszac rozmiar 38.. ale ciuchy nie kłamią.. rozm. 44...muszę kupić jakies bransoletki aby zakryć blizny na nadgarstku..po cięciu się..Strasznie boję się pracy gdzie bede musiala miec kontakt z klientem..na sama mysl robi mi sie nie dobrze. Nie chec miec ze soba problemow, ale niesteyy je nadal mam.. staram się. chcialabym pogadac z jakims specjalistą, ale boje sie ze zle trafie.. i ogolnie boje się kontaktu. Mam chlopaka juz od dluzszego czasu a nadal ma ze mna problemy. Jeszcze te moje sny...Czasem tesknie za szkola gdzie zmuszano mnie do przebywania z ludzmi, chcoiaz bylam miedzy ludzmi, a teraz jestem miedzy scianami wlasnego pokoju.Wiem, ze to co pisze jest tak chaotyczne i glupie, ale naprawdę się boję. Staram się, ale bez pomocy specjalisty chyba nie dam rady. Staram się zyć: załatwiłam sobie staż, ale nie wiem czy podołam, podchodze ponownie do zdania matury z matematyki, chodze do szkoly policealnej aby nie stac bezczynnie w miejscu, probuje sobie dorabiac, dietuje sobie, próbuje zmienic myslenie. to chyba duze kroki ze stanu kiedy strasznie schudlam nie mialam sil by wstac i zyc i wciaz sie okaleczalam..Trzymajcie za mnie kciuki za to ze uda mi sie przełamać i w koncu cieszyc sie z zycia, z miejszej masy ciała no i zebym przeżyła staż i zdała mature po ktorej odrazu lece na studia by cos osiagnac...
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

2011-11-09 20:29:50 (kl2)

Postprzez Archiwum » 22 listopada 2011, 09:19

Droga NINO MOZESZ SOBIE NIE WIERZYC W TO ZE MEDYCYNA (LEKI )Ci pomoga,tak sie nastawilas bo sie oczytalas roznosci a ja Ci mowie :pedz do lekarza a sama sie przekonasz po jakims czasie ze LEKI CI POMOGA!!sprobuj,nic nie tarcisz prawda?a ja gwarantuje ze Ci sie polepszy:) pozdrawiam Wszystkich serdecznie .zajze tu jutro ,dzis jestem zmeczona mialam pracowity dzien,ale i tak musialam cos napisac
Archiwum
 
Posty: 1606
Dołączył(a): 21 listopada 2011, 15:23

Poprzednia strona

Powrót do Archiwalne komentarze ze strony leczdepresje.pl



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron